Scena polska, Newsy

Komu się odbiło?

Komu się odbiło?

Koktajl deklaracji i oczekiwań szumiał już na dobre w głowach zawodników Warszawskiej Ligi Ultimate, kiedy w niedzielny poranek rozpoczęliśmy mecze przy Koncertowej 4. Mieszanka dziewiętnastu drużynowych ambicji zaczęła zderzać się ze sobą w powietrzu pod balonem, skrząc się kolorowymi zorzami sportowych emocji. Nasza redakcja znów nadstawiała oczu i uszu, żeby wyłowić dla Was najlepsze fajerwerki. Za nami przedostatnia kolejka WLU* w kategorii mixed!

 

 

Śniadanie Mistrzów

Nasi wierni czytelnicy na pewno pamiętają, że gracze Grandmaster Flash deklarowali wdarcie się do finałów nie tylko w kategoriach żeńskiej i męskiej, ale także w mieszanej. „W weekend wjeżdżamy po trzecią koronę” – zapowiadali. Tymczasem już w pierwszym meczu przeciwko bardzo mocnym RJP II musieli zacząć weryfikować marzenia, bo to zawodnicy pod wodzą Adama Tomczyka lepiej rozpoczęli dzień.

Mieliśmy świadomość, że to będzie nasz najtrudniejszy mecz i najważniejszy w trakcie tej kolejki w kontekście walki o finały. Była wielka mobilizacja, specjalnie spotkaliśmy się wcześniej całą drużyną na mocną rozgrzewkę.

Opowiada o solidnych przygotowaniach do otwarcia kolejki zawodnik RJP II – Piotr Świerkot. Intensywna rozgrzewka przyniosła szybkie zyski, bo ekipa rozpoczęła od wyniku 5:2 i mimo podjazdów GMF kontrolowała spotkanie. Drużyny wymieniały się punktami, ale przy dobrej grze ofensu RJP ostateczny wynik zdawał się przesądzony… gdy wtem! W ostatnich sekundach regulaminowego czasu, Stanisław Bogusławski popisał się layoutem D i szybkim crossem do Artura Sieraja. Grandmaster Flash wyrównali. Na moment.

W universe poincie nie daliśmy GMFom żadnych szans i pewnie wykorzystaliśmy nasz atak, aby po chwili świętować zwycięstwo.

Z niekrytą dumą opowiada Świerkot – zdobywca decydującego punktu. I dodaje, sypiąc pochwałami oraz serdecznościami:

Wielkie brawa za świetny mecz dla Mikołaja Smogóra [GMF] i naszej Moniki Zaczkowskiej wracającej do wysokiej formy po kontuzji. Korzystając z okazji chciałbym pozdrowić koleżanki i kolegów z drużyny, a w szczególności moją dziewczynę, Anię.

Tym samym RJP II mocno zbliżyło się do miejsca w Wielkim Finale. Jednak, czy uda im się powalczyć o medal, dowiemy się dopiero na następnej kolejce, po meczach przeciwko Bobrom oraz mJah. Zapowiadają się wiekopomne spotkania!

 

Monika “Rzaba” Zaczkowska wiodąca lud na barykady

Bobrza grypa

Dobrze, że nikt z Ministerstwa Środowiska nie zainteresował się jeszcze tą sprawą. Nad dopiewską populacją Bobrów unosi się widmo grypy i oba składy Brave Beavers pojawiły się na Koncertowej mocno osłabione. Na szczęście tylko liczebnie.

Kiedy grająca w siódemkę drużyna Brave Beavers prowadziła 7-5 w meczu z Grandmaster Flash wydawało się, że pokuszą się o niespodziankę. W grze Bobrów dominował męski handling – grający bez zmian Mateusz Gibki i Adam Maciejewski, autorzy wszystkich 10 asyst drużyny z Dopiewa. Ich gra naprawdę może się podobać, co doceniają obserwatorzy z innych drużyn:

Widać, że dorastają, cały czas cisną haczki i hamery, głównie na dziewczyny, a jak mają przewagę wymieniają swingi jakby jutra nie było.

Komplementuje młodszych kolegów po fachu doświadczony Paweł Wiejski z BC Kosmodysk. Swing-game trochę jednak zawiódł Bobry w meczu z GMF-em, bo nie zwolnili oni w odpowiednim momencie tempa i dali przeciwnikom odrobić straty. Jak tylko to się stało, to Limonkowi przejęli rolę dominującą i weszli w swój ulubiony swingowy wir. Opadający z sił skład Beavers nie zdołał już odmienić tej sytuacji… Tym niemniej był to dla nich dobry dzień, bo wygrali potem ważny mecz z Kosmodyskiem i utrzymali szanse na top4. Na następnej kolejce będą potrzebowali jednak już pełnego składu i przynajmniej jednego zwycięstwa w meczach z RJP II lub mJah. Cały dzień Bobrów podsumowała mistrzyni gry w endzonie Joanna Jurga:

Jechaliśmy na kolejkę pełni obaw czy damy radę. Z racji przewagi liczebnej postawiliśmy na dziewczyny. W połączeniu z ekstra handlingiem Gibka oraz Piszczka i wsparciem biegowym Robaka (rycerza z Gdańska) tą kolejkę możemy uznać za bardzo udaną!

Dzięki idealnemu połączeniu sił nie tylko nie wypadliśmy z top 4, ale nawet wskoczyliśmy nieco wyżej. To daje nam dodatkowego powera na 4 kolejkę!

A wszystko to działo się pod bacznym okiem naszego mobilizującego trenera.

Trener Grzybek rzeczywiście nie spuszcza oka ze swoich podopiecznych i nawet przy problemach kadrowych, potrafi wycisnąć z nich to, co najlepsze. Oby tak dalej!

 

Mariusz “Mario” Narkiewicz wznosi się ostatnio na wyżyny swoich umiejętności

Zawierucha rozpętana

Po trudnym poranku GMF ciągle zachowywał szanse na ścisły finał, jednak kolejny krok był jeszcze trudniejszy niż poprzednie – o 17.00 po drugiej stronie boiska 2. stawili się ZWR Kocury. Grandmasterzy z pewnością byli przygotowani na to spotkanie mentalnie i taktycznie. Co w takim razie poszło nie tak?

Wszystko poszło tak. Oni zagrali dobry mecz.

Komentuje sucho jedno z najlepszych ogniw GMF-u w tym meczu, Dagny Gorostiza. Nasza analiza potwierdza, że rzeczywiście było tak, jak mówi.

ZWR mocno weszli w mecz, a kluczem do zwycięstwa był niesamowity defence Kocurów, w tym zantropomorfizowany matchup Smoka i Zająca. Mikołaj Smogór w poprzednich meczach Grandmaster Flash brał udział w zatrważającej większości punktów, więc sprytne Kocury wiedziały, że to przede wszystkim jego będzie trzeba upilnować.

Zając był niesamowity, wszystkich odcinał w obronie. Jak raz zrobił cuta, to aż krzyknęłyśmy z linii! A jak Helio dołożył do tego kosmiczny layout w defensie, to chyba już wszyscy posikali się z wrażenia.

Opowiadają targane emocjami fanki. Z większym spokojem mecz komentuje Mariusz Narkiewicz, który zagrał jak w transie i rozdawał asysty jak krupier karty w kasynie.

Wypracowaliśmy pięcio-punktowe prowadzenie już w szóstej minucie meczu, a potem już tylko robiliśmy swoje do samego końca, proste. Dzięki wzajemnemu zaufaniu zagraliśmy najlepszy mecz w sezonie tracąc posiadanie dysku tylko siedem razy. Na boisku rozumieliśmy się w 100%, każdy wiedział, co ma grać i w jaki sposób biegać.

W takiej formie Zawierucha wskoczyła w fotel faworyta, nie tylko do wygrania WLU*, ale również do wbicia się w ścisłą czołówkę na zbliżających się Halowych Mistrzostwach Polski, gdzie wystawia skład w pierwszej i w trzeciej lidze. I w obu tych ligach pewnie niejeden przeciwnik splunie za lewe ramię, gdy rozpędzony kocur przebiegnie mu drogę. Drugi skład Zawieruchy – Kocięta – również postawił w tę niedzielę bardzo twarde warunki przeciwnikom. Rozłożyli na łopatki Ohanę oraz 71 Wratislavię, która musiała przełknąć gorzką pigułkę wspaniałego callahana złapanego przez Agatę Gryszczuk. Prowadzili też 9:8 z jednym z faworytów do finału – mJAH, aby ostatecznie ulec tylko czterema punktami.

Jedno jest pewne – Zawierucha to faktycznie ludzie koty, ale chyba nikt nie wiedział aż tak dobrze o tym.

Mam nadzieję, że w finale WLU* w ramach rewanżu spotkamy się z mJAH i pokażemy, że ich zwycięstwo z nami było przypadkowe.

Figlarnie puszcza oko Narkiewicz.

 

Dynamiczny Oleg Baibuz coraz lepiej poczyna sobie w szeregach ZWR Kocięta

Pogoń tuż tuż, a Łódź już

Z coraz lepszej strony pod balonem przy Koncertowej prezentuje się beniaminek Pogoń Pyton. Na najlepsze drużyny brakuje im jeszcze ogrania i pewności, ale Pogoniści stale konsultują swoje błędy między meczami, obserwują bardziej doświadczonych uczestników ligi i zbierają cenne lekcje. Gdyby o wynikach na boisku decydowała tylko wola walki, Pogoń już dawno wyprzedziłaby połowę stawki. Żaden dysk nie jest dla nich stracony o czym najlepiej świadczy niefortunna sytuacja z meczu przeciwko liderowi tabeli – ZWR Kocury. Piotr Bielecki przez pół boiska gonił wyrzucony zbyt mocno dysk, a gdy ten wyleciał poza linię końcową rzucił się za nim instynktownie, przypominając sobie naprędce wykład kapitana Łuczyna o tym “Jak wykonać The Greatest?”. Wyskoczyć za linię, złapać dysk… Do tego momentu wszystko poszło, jak trzeba. Problem pojawił się wraz z pojawieniem się niespodziewanie elementu infrastruktury balonu, a dokładnie ściany… Zaskakująca przeszkoda zmaterializowała się nagle przed obliczem Piotrka i tak oto waleczny Pyton w ułamku sekundy stracił pół siekacza.

To wstrząsające zdarzenie nie przeszkodziło mu brać dalej udział w zawodach. Mało tego, zagrał świetny mecz przeciwko Young Brave Beavers, zdobywając 5 punktów i przewodząc drużynie w dobrym występie. Ten mecz stał pod znakiem serii punktowych. Najpierw Pytony wjechały mocno i wyszły na 3-0, potem Młode Bobry wróciły na 4-3, by następnie dać odpełznąć przeciwnikom na 8-5. Końcówka należała do młodzieży z Dopiewa, która zdobyła 6 punktów przeciwko 2 przyłożeniom Pytonów. Szczególne brawa należą się Katarzynie i Maciejowi Przybyszom. Kasia była w tym meczu poza kontrolą i zdobyła obłędnych 7 punktów, a jej brat dołożył 2 punkty i 4 asysty.

Grało mi się naprawdę fajnie, a w szczególności bardzo dobrze mi szło z moim bratem. Nie miałam zmiany ale dałam radę, treningi wytrzymałościowe w naszej drużynie dają naprawdę wiele.

Komentuje sama zainteresowana. Mecz zakończył roller coaster universe pointem z time-outem Pytonów i 12 zmianami posiadania. Na koniec Bobry mogły cieszyć się z kolejnego zwycięstwa w lidze, a Pytony ze zdobycia kolejnej sprawności ultimejtowej “Zagrać universe i wziąć time-out”. Zastępowy Łuczyn już może szykować swoich skautów na kolejny krok wtajemniczenia “Zagrać universe i wygrać”. Dzisiaj w biurze przy porannej kawie mogą dumnie opowiadać o wszystkich zdobytych punktach i straconych zębach. Niech wczorajsza gra zapisze się w annałach drużyny jako symboliczna wymiana mleczaków.

Innym beniaminkiem, który wczoraj postawił krok w stronę dojrzałości było 0-42 z Łodzi. Jak wspominaliśmy w zapowiedzi, tę drużynę charakteryzuje wysoki poziom pozytywnego nastawienia i skromności boiskowej. Na swój moment chwały zaczekali aż do ostatniego meczu kolejki – wieczornego starcia z RJP. Poprosiliśmy o komentarz bohatera tego starcia, Filipa Piekarskiego:

Do meczu podeszliśmy skoncentrowani, ale jednocześnie na względnym luzie. Nie chcieliśmy robić sobie żadnej presji, tylko po prostu zagrać najlepiej jak jesteśmy w stanie. I to się udało. Mental był na super poziomie, czego zabrakło w niektórych poprzednich meczach. Spodziewaliśmy sie, że RJP postawi nam zonę i tak się stało. Nie był to pierwszy mecz tego dnia, w którym musieliśmy grać w ataku przeciwko strefie, jednak tym razem udało nam się zrealizować założenia, które sobie postawiliśmy.

Łodzianie popełnili 4 straty mniej od rywali i wyszarpali pierwsze w historii zwycięstwo na WLU*. Gratulujemy!

 

Dysko mi longa!

Przetrzebiony nieobecnościami skład 71 Wratislavia przeżywał wczoraj ciężkie chwile. W meczu z mJah i Ultimatum nie szło im najlepiej, ale nie spuścili głowy i dobrze przygotowali się na kolejny mecz.

Było ciężko, ale robiliśmy co mogliśmy. Dwa pierwsze mecze lipa, potem zaczęliśmy grać lepiej.

Zdawkowo skomentował poczynania drużyny Piotr Stadnicki. Rzeczywiście w trzecim spotkaniu we wrocławian wstąpiły nowe siły i mocno postawili się legionowskiemu Dysko Polotowi. Obie drużyny szły przez cały mecz równo jak na konnej gonitwie. Co rusz jeden z rywali wysuwał grzywę na czoło wyścigu. Dysko Polot używał głównie swojej markowej gry deep, a 71 wypracowywał sytuacje swojemu niezawodnemu trio Klaudia – Sara – Kornelia (75% punktów drużyny!). Ostatecznie wrocławianie zdołali poprawić ustawienie obronne przeciwko coraz czytelniejszym zagraniom przeciwnika, przejęli kilka kluczowych dysków i zwyciężyli 13-12. To już trzecia porażka Dysko Polotu w decydującym punkcie w tym sezonie. Jako drużyna muszą popracować nad zróżnicowaniem swojego arsenału w ataku. Nie samymi longami człowiek żyje!

 

Szczęśliwy dla Mad Hatters flip nie przeszkodził Szczupakom w zwycięstwie

Rozczarowania mniejsze i większe

Czasami nawet przewidziane porażki bolą mocno i długo niczym kopnięcie małym palcem u nogi w szafkę. Choć było jasne, że dla Kosmodysku ta kolejka będzie trudna, a pokonanie osłabionym składem mocarnych RJP II jest raczej poza zasięgiem kosmicznego radaru, to już mecz przeciwko grającym savage Brave Beavers mógł zakończyć się inaczej. Mimo tego pokonani przez Bobrów Kosmodyszczanie robią dobrą minę do średniej gry i doceniają zarówno przeciwników, jak siebie samych.

Najciekawszy był mecz z Bobrami, mecz z Kocurami też był spoko, chociaż Madej był zawiedziony, że nie mógł złapać Zająca ani za ogonek, ani za uszka, ani za żadną inną część ciała, bo ten nie zagrał przeciwko nam. Pewnie się speniał przed Madejem. Fajnie za to zagrały nasze debiutantki, Agata i Weronika, zwłaszcza w defensie!

Opowiada jak zawsze spokojny i rzeczowy Paweł Wiejski. Z tego co wiemy, Kosmodysk ukrywa jeszcze około dwudziestki co najmniej równie dobrych debiutantów, więc warto czekać aż ta armia wyjdzie na światło dzienne. Należy też docenić wyborną kondycję Stasia „Stoop Dogga” Stupkiewicza, który wreszcie odkrył, jak zostać drużynowym królem statsów:

Już miałem dosyć tego kiblowania na handlingu i poprosiłem Ewę, żeby dała mi pobiegać. Fajnie się jest cutterem!

Do połowicznie udanych kolejek ostatnią niedzielę mogą zaliczyć 4hands, którzy kiepsko zaczęli – od dwóch porażek, ale potem poprawili to, co należało. O swoich wrażeniach z gry opowiada w imieniu Czterorękich Agnieszka Ząbkowicz, która w chwilach wolnych od ultimate frisbee uprawia jeszcze bardziej niszowy sport – quidditcha:

Rozpoczęliśmy nieco chaotycznie, generując niepotrzebne straty. Z meczu na mecz jednak odzyskiwaliśmy zgranie, a na ostatnim spotkaniu ze Szczupakami już zupełnie odpaliliśmy 4handsowe wrotki i nasza szybka wymiana handlerska dała nam płynność, która przesądziła o zwycięstwie.

Tym samym marzenia Szczupaków o komplecie zwycięstw na kolejce pozostają wciąż w sferze marzeń, ale trzeba oddać im sprawiedliwość – w pozostałych trzech meczach bez pardonu pokazali przeciwnikom, gdzie ryby zimują!

Z klimatów słodkowodnych przenosimy się nad słony, polski Bałtyk, w kierunku którego zwrócona była niejedna para oczu po poprzedniej kolejce. Przemierzający chyba największy dystans aby dotrzeć na ligę zawodnicy Ultimatum, ostatnio pokonali mJah w bodaj największym zaskoczeniu tegorocznej ligi. Zaostrzyło to ich apetyty na dalsze mecze i podniosło poziom respektu wśród przeciwników, jednak w tę niedzielę czegoś zabrakło drużynie, aby ponownie wygrać z M&M i RJP II. Może to przez nieobecność niegdysiejszej ligowej MVP – Julii Hardy? Oby do następnej kolejki się (i Julię) odnaleźli, bo czekają ich niełatwe mecze!

O lekkim niedosycie mogą mówić też obie drużyny z Płocka – Madhatters oraz Ohana – które zanotowały odpowiednio dwa i jedno zwycięstwo.

Wiedzieliśmy, że 3-4 mecze są w naszym zasięgu. Niestety w pierwszych spotkaniach zupełnie nie weszliśmy w mecze, przez co rywale odskoczyli i nie udało nam się ich dogonić. Jednak na tę kolejkę jechaliśmy z innym nastawieniem niż zazwyczaj – mniej nerwów, więcej zabawy. Czy to nam się udało? W dużym stopniu tak!

Pozytywnie odkrywa rewers tej sytuacji Karti z Madhatters. I choć drużyny z Płocka mają kawałek do czołówki tabeli, to bardzo ciekawe jest śledzenie rywalizacji… między nimi samymi, bo plasują się obecnie tuż obok siebie z niemal identycznym bilansem punktowym!

 

Reprezentacja Masters miała wczoraj dobry dzień

Słodki smak M&Msów

Po kryjomu, krok po kroczku, jak gdyby nigdy nic w grze trzyma się nasza narodowa duma – kadra Mastersów, reprezentujących nie tylko Polskę, ale też historię ultimate w naszym kraju (bez presji). Tę niedzielę zakończyli kompletem zwycięstw, a więc uniknęli zapowiedzianych przez trenera karnych interwałów. Na horyzoncie kadrowiczów pojawiła się nowa atrakcyjna marchewka – Wielki Finał WLU*. Czy Wygi Daleszki sprawdzą na niej swoje uzębienie? Jest szansa, ale trzeba jeszcze poprawić atak:

Dosyć szybko pchamy dysk do przodu i to jest z reguły dobre, choć czasem kończy się turnem, co nie powinno zdarzać się osobom z włosami przyprószonymi siwizną. Po ostatnim meczu z Ultimatum sypnęło się trochę burpeesów, mi samej też coś wskoczyło.

Zdradza postępy ekipy Ewa „Jesiu” Jesionek, która razem z trzema innymi osobami w barwach M&M na ostatniej kolejce miała okazję grać przeciwko swojej codziennej drużynie, 4hands. Jak opowiada, wynik był cały czas bardzo bliski, a 4hands przechodziło tajną zonę Mastersów bez większego trudu, co budziło frustrację… Jednak ostatecznie udało się doprowadzić mecz do końca na korzyść doświadczonej kadry Polski.  

Należałoby pocisnąć tak samo za kilka tygodni i możemy walczyć o medale! Kto jak kto, ale M&Msy doświadczone latami gry w ultimate na pewno dadzą z siebie wszystko. Zarówno na boisku podczas meczu, jak po nim, chociaż (i wcale nie z racji lenistwa!) mamy nadzieję na jak najmniejszą liczbę burpeesów po następnej kolejce ligi.

Dodaje złotousta Jesiu.

 

 

 

Ostatnia kolejka WLU* 2018/19 odbędzie się 10. lutego. Zapowiada się ostra walka, szczególnie o miejsca w Wielkim Finale. Drużyny udają się teraz do swoich zakątków kraju, gdzie w zaciszach hal i siłowni będą przygotowywać się do kolejnych wyzwań. Będziemy trzymali rękę na pulsie i już za niecałe dwa tygodnie opowiemy Wam o ich kondycji i nastawieniu. Do usłyszenia!

Written by in / 1411 Views

Brak komentarzy

Włącz się do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *